(nie znalazłam daty)

Wiesz jak teraz pachną maliny? Jak deszcz. Wszystko tak teraz pachnie. Moja krew rozrzedza się od deszczu i nie jest już czerwona. Ma kolor malin, tak jak Twoje usta mają kolor cukierków, kiedy wchodzisz na górę krętymi schodami moich koszmarów.
Pokazałabym Ci to, gdybyś tu była, ale Cię nie ma, więc jestem tylko smutną dziewczynką.
Jest noc i nie mogę spać, nie sypiam nocami, zamiast tego układam na kuchennym blacie wszystkie nasze tępe noże. W tym domu nie ma ostrych narzędzi, potrzebne byłyby Twoje zęby, żeby mnie skaleczyć. Nie zdążyłam wyczesać wszystkich szeptów z Twoich włosów, szepty zamieniły się w krzyk. Teraz krzyczysz do mnie, i ja Cię słyszę, widzę Twoje dłonie na tafli lustra, które jest jak woda. W tych miejscach gdzie rodzi się we mnie ogień, w Tobie jest już cisza, krajobraz po burzy. Zamknięte oczy i otwarte dłonie. Widzę, jak robisz to tak pięknie, tak jak ja robiłam to miliony razy. W tym domu nie ma ostrych narzędzi. Są tylko Twoje słowa, co kroją moje życie gdzieś pośrodku ciała.
Mam usta spierzchnięte od słońca, ale w głowie pada mi deszcz. Od tego deszczu poduszka robi się mokra i nie mogę spać w nocy. Włosy nie dosięgają mi ust, ale wciąż mieszkają w nich ptaki, one wydziobują mi dziury w głowie.



Komentarze:
ownlog.com :: Wróć