Link :: 07.03.2006 :: 21:22
Nigdy nie kończyła posiłków, połykała zbyt wiele leków.
Spierzchnięte usta smarowała cynamonem.
-Wydre to z ciebie.
Poderżnięte we śnie gardło. Zwykła pomiędzy palce wplatać różaniec z kwiatów.
Naznaczeni bliznami, otaczała ich miękka, mleczna poświata. Odcięte języki. Wciąż wyczuwalny kształt jej obecności.
Plądrowali swoje ciała raz po raz nie zmąceni żadnym poruszeniem, dolna warga odsłaniała zeby i płonęła swiatłem kiedy kwiatek po kwiatku.
-Oh, ależ ja strasznie lubie strokrotki, strasznie, strasznie, nie baw sie kawałkami zwierciadła kochany, strasznie, strasznie.
...szepty...żyje w żałobie...szepty...
Setki martwych oczu, płonących, ruchliwych.
Trzymała kwiatki przy ustach trzymała różaniec, modlitwa wibrowała echem.
O martwych ustach, gnijącym spojrzeniu wplecieni w stokrotki, pojedyńczo wpędzani przed ołtarz.
Tętno jej uczuć było nierówne, nerwowe.
Wokół unosił się ciężki zapach terpentyny. Oddychała głośno i szybko.
Wrzaski mordowanych nie cichły, wyłamywane stawy, kości miażdżone w cęgach.
Wracali na pogorzelisko.
-Ależ kochany mój, mój, najmilszy, widzisz stokrotki? Wplote je w swoje życzenia, ciebie wplote.
Usłyszała głos ukrzyżowanego.
Drętwiał od sznurów wrzynających się w ciało, było dość ciasno aby można było zabijać.
Między palcami zwykła nosic różaniec z kwiatów.
-Miły mój zaklęty, niczego nie odziedziczyłeś, w posagu dostałeś dym i popiół.
Stkrotki przytulała do ust modląd się.
Na jego martwym ciele odwracała twarz ku bogu.
Na głowie miała wianek ślubny z różańca.
Komentuj (1)


Link :: 15.03.2006 :: 20:23
Bezcześci talie kart w podmuchach wiecznej siarki, pustynią i ogniem wykrzykuje ku mnie słowa.
Rysami pierwotnej religii uśmiecha się wkładając palec do ust.
-Dziwka, wyrzygaj mnie, rzygaj mną.
Wyobrażam sobie smaki ulic którymi ją karmie.
W których ją rozpoznam.
Arytmią ciała zagłusza trójdźwięk różu czerni i czerwieni.
Wyciąga palce ku różowej, aksamitnej kurtynie.
Przegląda się w niewidzialnym zwierciadle, niczego nie rozumie.
To te momenty w których jest miażdżona kamieniami i zżerana przez robactwo. Wzajemnie rozszarpujemy swoje ciała i łamiemy kości.
Po śmierci odnajduje wiersze.
Papierosy w kadzielnicy.
-Raz, dwa, krzycz.
Małe dzieci pożerane przez wiedźmy. Schowała się na dnie szafy.
-Mmm, to byłoby miłe.
Przenikliwy pisk.
Wywlekam ją różowym światłem pośród błękitu, ona nie jest prawdziwą dziwką.
-Spuchłaś od wszystkich sekretów, nie ciągnij za włosy, ja jako twoja żywa rana.
Rozdarte, pobladłe ciało. Strach osiada na niej jak płył jak kurz.
Oblana przerażeniem.
-Nie śpiewaj tej piosenki.
Dławi się moim oddechem, ogień lepił się do wszystkiego co było w pobliżu.
Piękne urzekające oczy, absolutnie nieludzkie. Rozbłyskują żółcią.
Ja nadmiernie spokojna, zastygła w obrazie swoich lęków wykonuje uroczyste, powolne gesty.
Śpiew oznaczał śmierć.
Od tego dnia uczyła się nienawidzić mojego imienia.

Komentuj (2)


Link :: 24.03.2006 :: 18:17
PS: take me to bed and rip me apart...
Komentuj (0)


Link :: 27.03.2006 :: 21:37
Szybkie dotknięcia pędzla umaczanego w rozjaśnionej bielą farbie.
Wyznaczona rytmem wpadającego światła pragnieniami zaciera barwe swojego ciała.
Kreska prowadzona zamaszyście rozlewa się na ciele. Pasy cieni pod brodą koło ust i oczu.
Ciała pojawiające się w niesamowitym bogactwie układów.
Zakryta krzykiem, wykorzeniona z ziemi żyjących.
Ostre ślady szybkich pociągnięć.
Odwraca ku niej pełne światła i powagi oblicze.
Osobliwe piętno podobieństwa.
Za lustrem kamienie wtapiały się w jej ciało. Włosy krzyczały krukami. Dotykała tych w których czaiły się płomienie.
Nabożny dotyk chłodu.
Nastrój ściszonej dramatyczności. Niezmiernie delikatna rytmika.
-Kult naszych wizerunków.
Oplecione gorsetem malowideł wzrokiem szukają swoich symboli.
Składano im cztery pokłony.
Zapomniane obrzędy, ich istnienie objawiało się w zaćmieniu gwiazd.
Uśmiechnęły się na myśl o rzezi.
-Przypominane w modlitwach.
Usłyszały głos ukrzyżowanego, .
Napięta między nimi tkanina obwinięta wokół nóg wokół rąk, dotknęła kruków czerwienią, płomienie zmieniła w róż.
Spojrzenia nabierające agresji.
Leniwie tchnęła w jej nozdrza różowy oddech pachniał gorzkimi migdałami.
Ona roześmiała się czerwoną beladonną.

Komentuj (6)



{c'mon}

scream
lick
3338636

{pain}

Czerwony Tiul
Czas do Zmarnowania

{love}

Dance on Glass.

{passion}



{czytam}




Amor e Morte

{cukierek ma dzisiaj smak:}

The current mood of rozowytiul at www.imood.com

18
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
17
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
16
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
15
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
14
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
13
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
12
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
11
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
10
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
09
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
08
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
07
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
06
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
05
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

maru, portfolio, ubierzsię!