Link :: 03.04.2006 :: 21:23
Między ich ciałami leżał nagi miecz. Koło relikwii płonął stos.
Postrzępiony, zielony atłas, podrażnione ruchy, wzburzony dotyk, obrażone kroki tancereczki.
Rozważam kłamstwa, nieznośnie piękna w pudełku obitym różowym tiulem wciąż poprawiam kontur swoich ust.
Jego usta będą smakowały piołunem.
Ja jestem zapomnieniem.
Niewyraźne bryły obwiedzione czarną linią, wyrywam się zmysłową percepcją w półprzymkniętych powiekach pochylam się nad słojami pełnymi formaliny.
W skórę wcierała sobie szkło.
-Każdą Twoją część, każdą Twoją częścią, z każdej Twojej części.
Połamane krzesła, wyrywane paznokcie, ocieram znudzenie, w szarości swojej pogniecionej różowej sukienki, tańczyłam, tańczyłam, zlizując z palca krople krwi.
-Nie chcę niepewności...chcę Cie poznać...do konca...
Zanużyła się w zbyt mętnej wodzie, wyśpiewała dogmaty, wymruczała pieśni pasyjne. W stygmatach.
Mgła liznęła jego szyję, wdarła się w nozdrza.
-Wywołuje ból większej intensywności wrażeń.
Krwią wypisuje swoje imiona. Piękne, zwodnicze słowa. Zostali ubrani w krzyki i wyrzuty sumienia. Ożywiona irracjonalnym ruchem, arytmia ciała spętana obfita suknią.
Odbijała się we własnym nagim ciele.
Stopnie schodów były nierówne
Siedząca na skale.
Szata płynie w dół urwiska. Na wachlarzu maluje mój obraz. Rozkopywania grobu, głowa opleciona żałobą po Nienarodzonym, piersi owinięte jedwabną taśmą.
Nigdy nie widziała jego uśmiechu.
Kilka przemoczonych ptaków.
Wsadził ją na karuzele.
Komentuj (0)


Link :: 07.04.2006 :: 21:30
Jest najnędzniejszą ze śmierci.
Tańcząc w spazmach bólu, tańcząca przy jego ustach.
Wyrwana z talii.
Mocne czerwienie. Dziwny wyraz, koloryt postaci.
Jego imię oddycha w niej.
Zasypywana gorącym piaskiem, wpędzana w płomienie.
Rozbłyskuje w ulotnych momentach.
W tańcu składa pokłony. Jeszcze nigdy nic...
Gra luster w wypłowiałych spojrzeniach, pełne światła tarasy, spleśniała tapicerka odchodziła od ścian.
Było tam duszno i ciemno, powietrze jak skrzepła krew, pełna zgęsniałego zła, stare zaskorupiałe przerażenie.
Setki martwych oczu, płonących, ruchliwych.
...nigdy nic...
Nie wydali dźwięku.
Tańczyła przy jego słowach, przy tonach jego myśli.
Jego stopy pokryte były bliznami, głowa uświęcona światłem.
Tkwił u źródeł modlitw i błagań.
...tak pięknego.
Oblany złotem, rozświetlony dziesiątkami świec.
Płynna ruchliwość.
Cała rozedgana, o rozbitym konturze, rozbija zegary, wyciąga ku niemu zwoje papieru.
Tańczyła ubrana w swoją śmierć.
Szarpie na niej sukienke.
Rozwarta na oścież, szyderczo wydaje z siebie szmery.
Tłoczyli się wokół rozpalonej gorączką, różowa pomięta kłębi się to tu to tam po drewnianej podłodze.
Melancholia zabrudziła jej zapach. Odbijał jej twarz, ostrą i poszarpaną. Brudna od wszystkich odcisków ust.
Zdaje się nie widzieć ekstrawaganckich min, staroświeckich gestów. Szklistych tonów.
Tańczyła przy swoim grobie w jego ciele.
Jeszcze nigdy nic tak pięknego.
Komentuj (2)


Link :: 12.04.2006 :: 21:32
Przyniósł ze sobą chłód poranka.
-Nigdy więcej nie maluj ust w ten sposób.
Mój syn.
Sadza mnie na karuzeli, układa na swoim ciele.
Usuwa wżery rdzy w oczach, zimno zdławiło krtań.
Długa i ciężka cisza.
Uderzam kamieniem o kamień, sącze krew.
Przybiera inne kształty.
Mój syn.
Wypełniał mnie gwiazdami.
Stoje w jego poszarpanym świetle, zwisające tkaniny, sztuka walki ciał i cierpień.
Rozbielony, nieruchomy kadr.
Skóra łuszczyła się jak farba.
Zdrapywał ze mnie resztki brokatu i zaschniętego snu. Delikatnie szarpie nitki jego pachnideł.
Z radością oglądam swoją brzydote, oddech słodki jak cukierek.
Mój syn.
Zbyt piękny, zbyt daremny, zbyt brudny i rozbity.
Dotykam jego ciała zostawiając na nim różowy nalot.
Zbyt blada, zbyt czysta, zbyt skomplikowana.
Wilgocią ciażącą na wargach na rzęsach. Rozrywamy siebie.
Monotonna recytacja aktów okrucieństwa.
Mój syn.
Nigdy niczego nei ukryjesz przede mną, chaos tłumionych odgłosów.
Jego delikatność budzi we mnie strach.
-Przemokłaś.
Mój syn.
Skrzypienie jego fotela, arkusze niedokończonych książek, drżenie papieru.
-To tylko łzy.
Pozwala mi dotknąć listu rozgrzanego ciepłem jego ciała.
-Łzy na atrament.
Sny pojawiały sie gdy tylko przymykałam oczy. Mój syn, mój syn, patrzyliśmy jak oni pełzną po kamiennej podłodze, stolik usiany szczotkami, flakonikami i szpilkami do włosów. Wszystkie przedmioty które pozostawiły rysy na moim ciele.
-Oddech jak cukierek, cukierek, cukierki z cykutą Wero.
Komentuj (1)


Link :: 16.04.2006 :: 15:31


Wsadził mnie na huśtawkę pośród pustki naszych pragnień, w oparach kadzideł.
Tysiące szczątków, płonących, ruchliwych.
Pod palcami wyczuwam jego kolory, resztki krwi zasychającej w kącikach ust.
Sperma rozlewajaca się na podbrzuszu, przytłumiony szczęk metalu, lekkie i gorące liźnięcia.
W swoim domu choduje cisze.
-Nie drażni się czarownic.
Kolor motyli, kolor jego trzepoczącego pulsu.
Przesadnie zarysowany pod napiętymi fałdami szat, pośród nas stoją ukrzyżowani.
Mocne i wyraziste zestawienie obsesji.
Bezlitośnie ascetyczna pielęgnowała w sobie rozpacz, zgniłym i wilgotym chłodem całowała ciemność.
Jego usta wciąż mają mój zapach. Nie zapomni, on nigdy nie zaśnie.
Oddech uwiązł między palcami.
Lustra w nieskończoność odbijały mój taniec.
Dwie dziewczynki ubierające lalke, na szkle pojawiały się różowe litery.
Składam pocałunek na swoich ustach.
Uklęknij, uklęknij, przyjmij cierpienie do swojego serca.
Iluzja rozkoszy wykwitającej na krawędzi słów.
Cukierki i papierosy.
Irracjonalna żywotność ukryta w cieniu zamkniętych drzwi.
Dom zapada w sen.
Agresywny wizg, ukrywa mnie między myślami.
Lubie kiedy ona płacze.
Kolory zlewały się opętana bezsilnością.
Imadło, rozebrana i samotna.
Naga i opuszczona.
Gryzie, szarpie i rozrywa.

Noc która nigdy nie nadejdzie.
Komentuj (3)


Link :: 21.04.2006 :: 22:57
Kocie piękno.
Splecione języki, aureola tysiąca pocałunków.
Ona czuje ciężar obcego ciała, kwaśną woń, wypatruje brzasku o barwie brudnego różu.
Była pęknięta i brudna, przysłonięta wystrzępionymi szatami, nadal błądząc palcami po ustach modliła się do Jedynego.
Papier rwał się pod grafitem. Rwał ją na części, nie śpiewał jej kołysanek, z jego piersi wyrywało się znużone westchnienie.
Znikał za pierwszym, cichym dotknięciem, wróżył z jej martwych włosów.
Sukienka przesiąknięta wilgością.
Szkło zabrzęczało głośniej niż zwykle, nie karmił jej cynamonem, rozrywał ją na części.
Wilgocią języka, wilgocią spermy, całuje ją zasłaniając oczy.
Zamalowane okna, ona ukołysana ciszą upuszcza monety, szarpie się ze światłem.
Na twarzy rozsmarowała popiół, skuliła się koło krzyża, pragnęła tańca, on rwał ją na części, nie wsuwał pierścionków na jej palce.
Chłodna od dotyku, chłodna znudzeniem, chłodna.
Moja jedyna obsesja ma imie zastygające na ustach.
Komentuj (1)


Link :: 30.04.2006 :: 18:09
Stanowiła nieomylne przeznaczenie.
Kłębią się w szeleszczących pragnieniach, szybkimi i ostrymi uderzeniami pędzla.
Dają sobie złudzenie bezpieczeństwa pokazując na przemian noże malarskie i ciepłe czerwienie.
Zieleń miękkimi zwojami otulała ich ciała.
Zostali powaleni wraz ze swoimi idolami.
Odchyliła kotare.
Zapieczętowała oczy i usta, zapieczętowała swoje ciało, modląc się z osłoniętej welonem księgi.
On wigocią zaciera granice dzielącą go od jej wnętrza.
Kołysze się w takt jej mokrych marzeń.
Krążyli w tiumfalnym tańcu między bezwładnymi ciałami.
Tylko twarze pozostawiały iluzje życia, iluzjie płynnej ruchliwości obrośniętej szuwarami.
Zlizywał z niej skorupke różowego cukru, oblepiała go śliną, przez deski przedzierał się jej krzyk.
Wsłuchuje się w stęchłą magie jego melodii.
Dotyka grzebienia z paroma wczesanymi włosami.
Oddaje cześć relikwiom.
Gorzkim obłędem wdzierała się do jego ust.
Upletła wianek z jego szeptów i ziół.
Lawirowała między stosami śmierci, usłana odpadkami.
Odwracała klątwy
W deszczu usta mijających ją ludzi, tylko rytm i pot.
Nad nim władała smierć.
Nad nim władało nieomylne przeznaczenie.
Komentuj (3)



{c'mon}

scream
lick
3338636

{pain}

Czerwony Tiul
Czas do Zmarnowania

{love}

Dance on Glass.

{passion}



{czytam}




Amor e Morte

{cukierek ma dzisiaj smak:}

The current mood of rozowytiul at www.imood.com

18
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
17
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
16
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
15
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
14
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
13
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
12
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
11
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
10
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
09
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
08
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
07
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
06
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
05
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

maru, portfolio, ubierzsię!